Historia leśnej mogiły w Blachowni

Blachowniańskie lasy są niemym świadkiem historii naszego miasta, kryją w sobie wiele tajemnic w tym też tragicznych wydarzeń. 15 stycznia 1945 roku do Częstochowy wkroczyły pierwsze oddziały Armii Rosyjskiej. Niemcy pośpiesznie opuszczali miasto i uciekali w kierunku zachodnim. Przewaga Rosjan była ogromna, jednak rozbity wermacht sporadycznie kontratakował. Największe przeciwuderzenie Niemcy rozpoczęli 17 stycznia z okolic dzisiejszego Konradowa. W ataku uczestniczyły nawet czołgi, których liczbę z opowiadań szacuje się na ok. 6 pojazdów. Chcieli w ten sposób opóźnić marsz Rosjan. Radzieckie oddziały użyły artylerii o czym mogą świadczyć pozostałe po wybuchach pocisków leje w lesie za Konradowem, które są dobrze widoczne do dzisiaj. Las skrywa także mogiły poległych w tamtym dniu.

O dwóch mogiłach pisał Pan Andrzej Siwiński w publikacji „Przydrożna Kronika Ziemi Częstochowskiej” przed niecałą dekadą. Czy leśne groby przetrwały? Sprawdzamy.

Kierując się leśną drogą w kierunku leśniczówki na Wydrze, skręcamy w pierwszy dukt przed leśniczówką, tam po ok. 300 metrach, po lewej stronie, kilka metrów w głębi lasu widzimy niewielką leśną mogiłę i krzyż przybity do drzewa. Przy mogile stoi krzyż z patyków. Do niedawna na grobie były palone znicze. Jak wynika z przewodnika napisanego przez Pana Andrzeja Siwińskiego, jest to mogiła nieznanego człowiek, który zginął w styczniu 1945 roku podczas ofensywy Armii Czerwonej.

Drugiej z opisywanych mogił nie udało mi się odnaleźć, a miał w niej spoczywać niemiecki żołnierz uciekający na koniu, który został złapany, zlinczowany i zakopany w leśnej gęstwinie. Jeśli wiecie, czy mogiła przetrwała i jak ją znaleźć proszę o informacje.

Mogiłka jest w bardzo złym stanie, wkrótce może zniknąć bezpowrotnie. Może warto byłoby zaopiekować się pamiątką ostatnich dni wojny w Blachowni…