Jak Lubliniec Blachowni pozazdrościł…

W dzisiejszych opowiadaniach historycznych przenosimy się do 1928 roku. W piśmie Orędownik Samorządu wydanym 1 października 1928 roku znajdziemy artykuł Tomasza Ptaka, ówczesnego nadsekretarza miejskiego Lublińca. W tekście można wyczuć ubolewanie i małą nutkę zazdrości, że Lubliniec jest często pomijany w prasie i mimo że ma znakomite warunki przyrodnicze to tysiące osób wybiera wypoczynek w Blachowni. Zachęcam do przeczytania poniższego fragmentu artykułu:

(…) Nasze miasto, któremu przyroda niczego nie poskąpiła, posiada w wysokiej mierze wszelkie zalety i dane kwalifikujące je na miejscowość letniskową. Jeżeli sobie np. uświadomimy, że do pobliskiej Blachowni pod Częstochową, która pod względem wyglądu estetycznego i wyposażenia przyrodniczego z Lublińcem w żaden sposób nie może iść w paragon, zjeżdża się rok rocznie tysiące rodzin na wywczasy letnie, to mimo woli nasuwa się nam pytanie, dla czego miasto nasze pod tym względem ma być pomijana i po macoszemu traktowane. (…)

Nie może iść w paragon, oznacza, że nie może konkurować. Aby dodatkowo zwiększyć konkurencyjność w Lublińcu zaczęli kopać swój staw oraz otworzyli nowoczesną łaźnię miejską 🙂 Możliwe, że już za kilka lat, gdy prace przy stawie w Blachowni zakończą się, nasze miasto znowu stanie się miejscem wywczasów lub chociażby weekendowego wypoczynku wielu mieszkańców Blachowni i okolic dalszych i bliższych… Cały tekst z Orędownika można przeczytać poniżej.